W przeciwieństwie do wielu osób, lubię się rozpakowywać – wyładowanie walizki po podróży   stanowi dla mnie pewne podsumowanie wyjazdu.
Sortuję ubrania, przeglądam zgromadzone podczas podróży ulotki, paragony i wizytówki, układam na blacie kuchennym nowe nabytki (wśród tych ostatnich oczywiście prym wiodą rzeczy związane z kulinariami). 

Znajduję zapomnianą muszelkę z telawiwskiej plaży, kawałek soli z Morza Martwego, wizytówkę palestyńskiego taksówkarza, lakier do paznokci – podarunek od handlarza z  Karmelu i mapę Jerozolimy w języku rumuńskim. Za każdym przedmiotem kryje się jakaś historia albo przynajmniej barwne wspomnienie. 

Z Izraela przywiozłam kawę z kardamonem, którą z lubością spijałam każdego poranka w Tel Avivie, daktylowe smarowidło do ciast i kanapek, pokaźną ilość chałwy, rulonik amardine i kawałek malbanu z telawiwskiego targu, kupiony w Hebronie za’atar i sumak oraz dwie słone mieszanki przypraw z jerozolimskiego Shuku*. 
A teraz przechodzę do kolejnego etapu – zgrywania zdjęć z wyjazdu. Jest ich nieprzyzwoicie dużo…
Planując tę notkę, najpierw chciałam napisać o tej potrawie, że nie jest to danie spektakularne. Zmieniłam jednak zdanie.
Owszem, jest to danie niezmiernie łatwe do przyrządzenia, składa się z niewielkiej ilości składników i wydaje się być banalne, ale jeśli się głębiej zastanowić, jest spektakularne. Bo smak świeżych marchwiowych wstążek z bazyliowym pesto jest obłędny.
Połowę widocznej na zdjęciach miski zjadłam w ramach obiadu zamiast klasycznego makaronu z pesto. Na pomysł zastąpienia makaronu marchewką wpadłam podczas „dnia warzywniaka” (czyli dnia bez pieczywa, nabiału, makaronów, kawy, itp.). Inna sprawa, że już wieczorem się złamałam i po długiej walce łakomstwa z silną wolą zjadłam cztery Ptasie Mleczka, przyniesione przez znajomych, ale po tamtym dniu został mi przepis na przepyszną marchewkę z pesto.
Polecam ją Wam w ramach drugiego śniadania, części lub całości obiadu.

 

MARCHEWKOWE WSTĄŻKI Z PESTO BAZYLIOWYM
4 średniej wielkości marchewki
3-5 łyżek zielonego pesto
Marchewki obieram ze skórki i następnie obieraczką „strugam” marchewkowe wstążki. Mieszam z pesto, podaję natychmiast.
Ostatnio trochę czasu spędziłam na studiowaniu książki, którą już Wam przedstawiałam – „Jerusalem”. Tym razem jednak  czytałam ją pod kątem przygotowań do wyjazdu.
Wracam za tydzień, mam nadzieję, że z porcją apetycznych zdjęć, ładną opalenizną i energią do pracy!