Niedawna wichura nakrapiana śniegiem przypomniała mi, że nie pokazałam Wam jeszcze pewnego magicznego miejsca, które fotografowałam w styczniu! Trójmiasto było wtedy zasypane i porządnie zmrożone. Nie rozstawałam się wtedy z termosem z gorącą herbatą, a sanki były naszym podstawowym środkiem transportu.
W takich okolicznościach przyrody podziwialiśmy przyczajony za krzakami Dom Zdrojowy. Zima to najlepsza pora, by go oglądać, bo bezlistne drzewa nie zasłaniają piękna nadgryzionych zębem czasu detali tego miejsca. Jeśli więc jesteście w Trójmieście i wybieracie się na spacer brzegiem morza, zrezygnujcie z sopockiego molo i zatłoczonego Monciaka i powędrujcie w kierunku Brzeźna.