Wczesną jesienią wpadłam w szał pieczenia pomidorów. Piekarnik dostawał już zadyszki ze zmęczenia, w kuchni było tak ciepło, jakby grzały kaloryfery, a ja zajadałam się kolejnymi porcjami pachnących ziołami, słodkich pomidorków.
U schyłku jesieni sytuacja się powtarza,  z tym że z blachy zdejmuję porcje buraków. Z części przygotowuję zupę, część zjadam w formie sałatek. Bardzo lubię łączyć je z orzechami włoskimi, kozim twarożkiem czy aromatyzowaną czosnkiem oliwą. Niedawno zapragnęłam ożywić ich smak, połączyć z czymś soczystym, lekkim i orzeźwiającym. Myślałam o pomarańczach, ale spojrzałam na parapet kuchenny, gdzie leżał granat?

Skończyło się więc na tym, że zamarynowałam upieczone buraki w oliwie z czosnkiem, a potem wymieszałam je z niedużą ilością pietruszki (bardzo pasuje tu też kolendra) i ziarenkami granatu. Wyszło pysznie i pięknie.
SAŁATKA Z PIECZONYCH BURAKÓW Z OLIWĄ CZOSNKOWĄ I GRANATEM

(na 4 porcje)
3 średnie buraki
1 granat
3-4 łyżki oliwy
1 mały ząbek czosnku
1 łyżka cytryny
świeża pietruszka lub kolendra do posypania
Umyte buraki piekę przez ok. 1 godzinę w 200 st. C. Gdy ostygną, obieram je ze skórki i kroję w słupki (można pokroić w cienkie plasterki i zrobić elegantszą wersję sałatki, coś a?la carpaccio).
W dużym plastikowym pojemniku mieszam oliwę, zmiażdżony ząbek czosnku i sok z cytryny. Dodaję buraki, mieszam, zamykam i odstawiam do lodówki na con. 1 godzinę.
?Przegryzione? buraki mieszam ze świeżo posiekaną pietruszką, szczyptą soli i wykładam na talerz. Posypuję ziarenkami granatu, podaję.
Uwagi:
1. Do sałatki można dorzucić ulubiony ser pleśniowy, ale on ma intensywny smak i może zupełnie zdominować resztę.
2. Inne buraczane propozycje z Truskawek:
sałatka buraczana z jogurtem i czosnkiem
– buraki wg Minimalisty
barszcz niezupełnie świąteczny.
Kociewie, poranne światło listopada;

Czasem czuję się wypruta z historii. Jakby ulotniły się ze mnie wszystkie słowa, wyparowały wszystkie zdania, które chciałam napisać, ubrać w akapity i przekształcić w opowieść.

 

Miewam wrażenie, że nie uda mi się napisać już nic ciekawego, że wszystko zostało powiedziane i jedyną słuszną opcją pozostaje milczenie. Bo przecież lepiej siedzieć cicho niż paplać o kolejnej kawie, miłym popołudniu, życiu zgodnie z naturą, jedzeniem jajek od szczęśliwych kur i ciepłej zupie. Na szczęście po dniach słownej posuchy przychodzi urodzaj myśli albo los miłosiernie zsyła wartą opisania anegdotę.
Nie tak dawno obiecałam, że kolejna opowieść o naszej wyprawie na Kociewie będzie o zupie (na dodatek ciepłej!). Myślałam, że ubiorę tę zupę w zgrabną historyjkę. Niestety, po trzykrotnym skasowaniu pierwszego zdania tego postu stwierdziłam, że nic z tego nie będzie.
Nie lubię pisać na siłę ? jeśli historia nie ?płynie? mi sama, ograniczam się do krótkiego wstępu. Może jestem wyczulona, ale uważam, że wystarczy lektura zaledwie kilku zdań aby poznać, czy autor męczył się nad tekstem długie godziny, czy usiadł i napisał go pod wpływem jakiegoś impulsu (możemy go również nazwać natchnieniem). I wcale nie chodzi mi tu o to, czy ktoś dobrze pisze, czy ma do tego talent, a o naturalność jego słów. Bardzo łatwo wyczuć między wersami pot i krew autora, podobnie jak niewymuszoną lekkość tekstu innego twórcy.
Kociewie o poranku;
Każdym słowem tego tekstu zmierzam do informacji, że opowieści ugotowanej przez moją siostrę zupie i ciepłej chacie na Kociewiu dzisiaj nie będzie, bo wszystko opisałam już w poprzednim poście.
Zamiast tego mam dla Was zdjęcia ? zarówno obłędnie pysznej zupy, jak i obłędnie pięknej chaty, jej wnętrza i jej otoczenia.

Wnętrze kociewskiej chaty;
Wnętrze kociewskiej chaty;

Oczywiście mam dla Was również i przepis na rzeczoną zupę.

Nie zraźcie się jego długością, bo rzecz jest naprawdę prosta do przygotowania i wbrew pozorom nie zajmuje wiele czasu.
ZUPA RYBNA Z PORAMI I ZIEMNIAKAMI
(proporcje na 1 duży garnek)
ok. 5 średnich ziemniaków, typ A lub B (zwarte, nie rozpadające się)
1 duży por, pokrojony w krążki (białe i jasnozielone części)
2 łyżki masła
8-12 krewetek tygrysich (używam różowych, ugotowanych)
200 g płat surowego łososia (bez ości)
200 g ulubionej białej morskiej ryby (np. dorsz, halibut), surowej
1 mały listek laurowy
1 ziele angielskie
1 łyżka musztardy
sól i pieprz
5 łyżek śmietanki 30%
do podania:
wędzony łosoś w plastrach
koperek do posypania zupy
Umyte ryby kroję w dość duże kawałki (ok. 5x5cm) i umieszczam w garnku wraz z zielem angielskim i listkiem laurowym. Zalewam 1,5 litra wody i gotuję, odszumowując wywar co jakiś czas. Gdy mięso ryb się zetnie, wyławiam je z wywaru i odstawiam (płyn zachowuję).
W dużym garnku rozgrzewam masło i podsmażam na nim pora. Gdy będzie szklisty, dodaję doń obrane ze skórki, pokrojone kostkę ziemniaki i chwilę mieszam. Zalewam rybnym wywarem, solę (ok. 1 łyżeczki soli), dodaję musztardę i gotuję do miękkości ziemniaków, maksymalnie trwa to 20 minut.
Po tym czasie wyławiam połowę ziemniaków i pora, a pozostałą w garnku część miksuję na gładko. Dodaję odłożone ziemniaki i pora, ryby oraz oczyszczone krewetki. Gotuję jeszcze chwilkę i zdejmuję z gazu. Mieszam ze śmietanką, przelewam do talerzy. Podaję ze świeżym koperkiem i plastrami wędzonego łososia.
Uwagi:
1. Przepis na zupę pochodzi od mojej siostry (a opiera się ona na tym przepisie z Kwestii Smaku). Magda gotowała, ja zapamiętywałam, co robi, a następnie odtworzyłam w domu ten smak. Zupa wyszła rewelacyjna! Wg mnie najpyszniejsza jest na drugi dzień.
2. A na stole widzicie jeszcze m.in. pieczone pierożki z twarogowego ciasta z cebulą i wędzoną papryką. Przepis na nie prezentowałam już tutaj. Są pyszne!
Rzeczone pierożki w towarzystwie innych delikatesów;