We wczesnej podstawówce droga ze szkoły do domu zajmowała mi około pół godziny. Lubiłam te powroty ? zimą można było zahaczyć o ślizgawkę albo wejść do rowu tylko po to, by zakopać się w śniegu, wiosną zrzucało się czapkę, szalik i chłonęło pierwsze promienie ciepła, a pod koniec roku szkolnego każdy powrót osładzało się lodem Bambino (oczywiście tym w polewie czekoladowej, waniliowy kupowało się, gdy nie było pieniędzy na wersję de luxe) albo jaskraworóżowym napojem w woreczku (dobry był jeszcze ten jaskrawozielony).