Tego się nie spodziewałam, doprawdy! O tej porze śnieg jest jak niezapowiedziani goście, którzy wpadają w odwiedziny tuż przed pójściem spać domowników –

Wiosenna wersja kobiecych magazynów jest bardzo przewidywalna: diety, środki antycellulitowe, sto sposobów na to, by wyglądać młodziej, tysiąc na to, by wyglądać szczuplej, peelingi, liftingi?

Wyobrażam sobie, że dokoła pachnie już wiosną. Że słychać, jak życie powoli nabiera rozbiegu, jak biel przeistacza się w seledyn, a w powietrzu czuć wiosenne wibracje?

Niespodziewanie dla wszystkich (a przynajmniej dla nieoglądających prognóz pogody) spadł śnieg. Nie liczyłam już na biel tej zimy, w głębi duszy byłam przygotowana na powolne rozmarzanie, szarzenie i pluchę.

Siedzę w kawiarnianej części cukierni (jeśli wiecie, co mam na myśli), w towarzystwie dwóch czekoladek i kawy w białej, prostej filiżance (chwilę później rozlega się cichy trzask ?

Jakieś 10 lat temu moja kolekcja książek kucharskich składała się z dwóch pozycji (Całusków pani Darling i Łasucha Kulinarnego), zaś mój zeszyt dopiero zaczynał wypełniać się przepisami.

To był intensywny weekend. W mojej głowie kłębią się dziesiątki scen, smaków i obrazów, które pragnę zachować w pamięci. Poruszający film Zelenki ?Bracia Karamazow?.

Są historie, w które ? gdybym nie była ich świadkiem – nigdy bym nie uwierzyła. A już na pewno ostatnią rzeczą, której byłabym skłonna dać wiarę, była wiadomość, jaką moja mama usłyszała przez słuchawkę domofonu: państwa pies przebywa na komisariacie.

Słodkie powroty, słodkie prezenty, słodkie przywitanie. Upiekłam czekoladową bezę. Jest chrupiąca, ja na bezę przystało. W środku się lekko ciągnie, a kawałki czekolady, które zgromadziły się w jej wnętrzu, stanowią niespodziankę dla pewnego siebie (bo wiedzącego, czego się spodziewać) podniebienia.

Od kilku dni nieprzerwanie króluje szarość. Stopniały resztki śniegu, a wraz z nimi okruchy nadziei, że zima jeszcze pokaże pazura. Zmatowiały krajobraz nie zachęca do spacerów?