Jakieś 10 lat temu moja kolekcja książek kucharskich składała się z dwóch pozycji (Całusków pani Darling i Łasucha Kulinarnego), zaś mój zeszyt dopiero zaczynał wypełniać się przepisami.

To był intensywny weekend. W mojej głowie kłębią się dziesiątki scen, smaków i obrazów, które pragnę zachować w pamięci. Poruszający film Zelenki ?Bracia Karamazow?.

Są historie, w które ? gdybym nie była ich świadkiem – nigdy bym nie uwierzyła. A już na pewno ostatnią rzeczą, której byłabym skłonna dać wiarę, była wiadomość, jaką moja mama usłyszała przez słuchawkę domofonu: państwa pies przebywa na komisariacie.

Słodkie powroty, słodkie prezenty, słodkie przywitanie. Upiekłam czekoladową bezę. Jest chrupiąca, ja na bezę przystało. W środku się lekko ciągnie, a kawałki czekolady, które zgromadziły się w jej wnętrzu, stanowią niespodziankę dla pewnego siebie (bo wiedzącego, czego się spodziewać) podniebienia.

Od kilku dni nieprzerwanie króluje szarość. Stopniały resztki śniegu, a wraz z nimi okruchy nadziei, że zima jeszcze pokaże pazura. Zmatowiały krajobraz nie zachęca do spacerów?

(…) Było już po czwartej, a chmurne popołudnie chyliło się ku posępnemu zmrokowi. Słyszałam, jak krople deszczu bezustannie biją w okno nad schodami, jak wiatr wyje pośród klombów za domem (?).

Był ponury, ciemny poranek. Obudziłam się równie szara jak dzień, który dopiero wstawał. Spojrzawszy przez okno wiedziałam, że jeśli czegoś z nim (wstającym dniem) nie zrobię, to czas prześlizgnie się przez moje palce i wieczorem poczuję tylko niesmak.

Jeszcze kilka dni temu kuchnia była jasna i pełna życia. Na dworze lśnił czysty śnieg. Od wczoraj panuje przerażająca szarość. Wilgoć wślizguje się do butów, błoto przykleja do podeszw.

Styczeń to taki lekki miesiąc. Świeży i wymuskany. Mimo, że od grudnia problemów wcale nie ubyło, mimo, ze jestem taka, jak rok temu –

Sobotni wieczór, za oknem mrok. Chłód powoli ścina podtopiony śnieg, szarość dnia ustąpiła miejsca granatowej nocy… Siedzę w kuchni i wertuję kartki, raz jeszcze spoglądam na podkreślone różowym żelpenem fragmenty.