*** Errata – 15.12.2009: tak sobie zerkam na to brownie i widzę, że za bardzo je wtedy spiekłam; idealne brownies musi być wilgotne w środku, nie może mieć konsystencji murzynka;

Tęskniłam.Za gotowaniem – długo nie miałam możliwości wykazania się w kuchni.A gdy już taka mozliwość nadeszła, tęskniłam za czytaniem blogów.A gdy już zaczęłam dostawać codzienną porcje internetowych przysmaków, tęskniłam za pisaniem o jedzeniu i nieudolnymi próbami fotograficznymi.

Niedawno wróciłam z Helu. Półwysep tonął w szarości- nie wyłowiłam ani jednego promienia słońca. Szare były puste uliczki Helu, morze, niebo także w kłębach ciemnych chmur.

Im chłodniej na dworze, tym większą mam ochotę na warzywa… Niestety, tych prawdziwych, pełnych smaku jest coraz mniej. Dlatego byłam bardzo zadowolona, gdy niedawno upolowałam ładnego kabaczka.

Był zimny, wilgotny wieczór. Jeden z takich, kiedy nic nie chce się robić: książka nie smakuje, w tv nie ma nic interesującego, patrzeć w ekran komputera się nie chce, bo bolą oczy, a znajomi nie mają czasu na spotkanie.

Decyzję o tym, co na obiad, podjęłam szybko- od dawna chodziła mi po głowie (po języku:) sałatka z orzechami włoskimi i cukinią.

Sobotni poranek, orzechowy weekend czas zacząć. Po kawie, po lekturze GW, zabrałam się do najmniej przyjemnej czynności- łupania orzechów włoskich. Przeżyłam.

Wczorajsza wyprawa do Bomi po świeżą bazylię, parmezan i piniole zakończyła się powodzeniem, co oznaczało, że w końcu zrobię prrrrawdziwe pesto genovese.

Wczoraj popołudniu, wyrzucając do kosza butelki po winie, oficjalnie zamknęłam intensywny weekend. Zajrzałam do kuchni i doszłam do pewnych wniosków. Jako że mamy: listopad początek tygodnia szarość wszechobecną dni chłodne i ciemne, wypadałoby osłodzić swój los, piekąc coś pachnącego złocistego i najlepiej puszystego.

Od zawsze marzyłam o nocnych wypiekach; jest północ, piekarnik cichutko buczy, zapach pieczonego ciasta powoli oplata mieszkanie… Siedzę przy kuchennym stole i- popijając herbatę- czekam na rezultaty mojej pracy.